Równo sto lat temu, ukazał się tekst pod prostym tytułem  „Bibuła”. Autor, Józef Piłsudski, opowiadał w nim o tajnych wydawnictwach partii socjalistycznej, których był jednym z głównych organizatorów. Pisma, które ukazywały się w Polsce bez zgody władz i cenzury (kościelnej lub świeckiej, własnej lub obcej) miały już wówczas długą tradycję, w szczególności cała historia Polski porozbiorowej, np. w latach Powstania Styczniowego, pełna była ich przykładów.  Wydawnictwa takie nie były, rzecz jasna, wyłącznie polską specjalnością.  Od czasów, gdy tylko jako tako upowszechnił się wynalazek Gutenberga pojawiały się one wszędzie tam, gdzie jakakolwiek władza usiłowała kontrolować to, co ludzie mieli sobie do przekazania.

Polski ruch wydawniczy w latach II wojny światowej był zjawiskiem znaczącym w skali okupowanej Europy, nawet w porównaniu z krajami, w których stan oświaty był znacznie wyższy niż w Polsce, a stopień zagrożenia wydawców niższy. Bodaj każda, nawet mało znacząca, organizacja czy grupa polityczna lub wojskowa wydawała pisma, broszury i ulotki. Własną prasę posiadały nawet tajne organizacje żydowskie, istniejące w większych gettach. Łącznie ukazywało się ponad 2 tys. gazetek i czasopism, wydano ponad 1,5 tys. książek i broszur oraz wiele tysięcy druków ulotnych. Ukazywały się periodyki literackie, eseje, antologie poezji, zeszyty poetyckie, w tym tomiki twórców wojennej generacji. Bestsellerem stały się „Kamienie na szaniec” Aleksandra Kamińskiego, które weszły na trwałe do kanonu literatury patriotycznej. Kontynuacją – niekiedy w sensie dosłownym - były wydawnictwa konspiracji niepodległościowej z lat 1944-1953. Według ustaleń Władysława Chojnackiego ukazało się około 450 gazetek, ponad 200 druków zwartych (głównie broszur i tekstów okolicznościowych) oraz ponad 1,2 tys.ulotek. Tradycja czy raczej legenda prasy konspiracyjnej okresu wojny, po 1956 r., gdy  nastąpiła częściowa rehabilitacja AK i Powstania Warszawskiego, mogła być przejęta przez młodsze pokolenia. Trudno powiedzieć, na ile świadomość przeszłych zmagań z zaborcami i okupantami wpłynęła na powstanie drugiego obiegu, ale fakt, iż w 1978 r. ukazała się znów „Bibuła” Piłsudskiego świadczy, że nie był to czynnik bez znaczenia.

Pomyłka MSW

W 1976 r. zaczęło się właściwie od zera. Oczywiście – po 1956 r. podejmowane były próby wydawania gazetek, nawet na nieco szerszą skalę, np. „Biuletynu” konspiracyjnej organizacji Ruch, rozbitej aresztowaniami w 1970 r. W środowiskach intelektualnych krążyły maszynopisy „zdjęte” przez cenzurę, analizy sytuacji czy prognozy rozwoju wydarzeń, ale nawet sławetny „List do członków PZPR” Kuronia i Modzelewskiego stał się znany dopiero, gdy zaczęło docierać wydanie emigracyjne. SB nieustannie poszukiwała – i często łapała – autorów ulotek, które szczególnie obficie pojawiały się w momentach zawirowań politycznych i zamieszek (1968, 1970), ale znajdowano je także w czasach spokojniejszych. Wszystko to miało charakter jednostkowy i efemeryczny.

Podstawowym środkiem wymiany „antypaństwowych” informacji i poglądów były rozmowy, wiadomości czerpano z Radia Wolna Europa, szeroko krążyły plotki i pogłoski, tradycyjne źródła informacji w społecznościach poddanych kontroli państwa. W środowiskach intelektualnych („salonach”) czerpano je też z przemycanych druków emigracyjnych czy literatury zachodniej. A przecież - wbrew powszechnie przyjętemu określeniu - po 1956 r. kraj daleki był od „małej stabilizacji”: niezadowolenie wielokrotnie ogarniało stosunkowo szerokie kręgi; zdarzały się gwałtowne wybuchy protestu; środowiska intelektualne i twórcze nie były spacyfikowane; istniały kontakty z emigracją; Kościół zdobył i utrwalił całkowitą autonomię wewnętrzną. Chyba zasadnie uważano, że Polska jest „najweselszym (czytaj: najbardziej swobodnym) barakiem w obozie”. Nie powstała w nim jednak żadna trwała organizacja opozycyjna, ani niecenzurowany obieg wydawniczy. Nawet na taką skalę i w takiej formie jak sowiecki „samizdat” - używający prymitywnej, ale skutecznej techniki polegającej na tworzeniu sieci osób przepisujących teksty na maszynie – którego uczestnicy już w 1968 r. zdobyli się na utworzenie periodyku informacyjnego („Chronika tiekuszczych sobytii” - Kronika Bieżących Wydarzeń). Długo można dywagować, dlaczego tak było. Może dlatego, że tu było „najweselej”?

Stanisław Siekierski, znawca czytelnictwa, pisał, iż pojawienie się drugiego obiegu uzależnione było od jednoczesnego wystąpienia trzech warunków: zaistnienia oczekiwań społecznych na „wolne słowo”, powstania opozycyjnie nastawionych organizacji, z których wyłoniliby się inicjatorzy-wydawcy (i które zapewniłyby kolportaż) oraz obniżenia poziomu represji. Warto też zwrócić uwagę na rozmiary czystki, jaką terror z lat 1944-1955 dokonał wśród antykomunistycznych elit. Także na fakt, iż do połowy lat 70. aparat bezpieczeństwa zdecydowanie represjonował wszystkich, którzy zdobywali się na sprzeciw lub intelektualne nieposłuszeństwo, niezależnie od poglądów politycznych - od maoistów po nacjonalistów i piłsudczyków. Z punktu widzenia doraźnych interesów rządzących groźniejsza niż eseje Leszka Kołakowskiego publikowane w warszawskich czasopismach była niejawna współpraca z paryską „Kulturą” mało znanej Anny Rudzińskiej.

Atmosfera zaczęła zmieniać się w połowie lat 70. Dokumenty SB są jednoznaczne w ocenie nastrojów społecznych: „spadek autorytetu władz”, „frustracja”, „krytyka całego kompleksu zjawisk społeczno-ekonomicznych”. W tym samym mniej więcej czasie w polityce międzynarodowej pojawiła się problematyka praw człowieka - w tym wolności słowa - z której prezydent Carter uczynił oręż w rywalizacji ze Związkiem Sowieckim. Ograniczało to pole działania ekipie Gierka, która ze względów gospodarczych (pożyczki), prestiżowych i legitymizacyjnych, była uczulona na dobre stosunki z Zachodem, reklamowała Polskę jako państwo bez więźniów politycznych, po prostu oazę swobód. Kontestowano system: najpierw zmiany w konstytucji, później podwyżkę cen, zajścia w Radomiu i Ursusie oraz brutalną reakcję władz. Kontestacja zmieniała się w opozycję i przybrała zorganizowane formy. I nie została, jak wielokrotnie przedtem, szybko zniszczona...

Jak można wnioskować z dostępnych dokumentów, na najwyższych szczeblach PZPR i MSW uznano, iż korzystniej będzie nie stosować radykalnych środków wobec opozycji, a raczej – jak powiedział 22 października 1976 r. na sztabowej naradzie Stanisław Kania - „robić to, co ludzim nam wrogim utrudni życie [i] działalność”. Problem przejścia od „utrudniania życia” (zatrzymania, rewizje, konfiskaty, grzywny, kary aresztu, zwolnienia z pracy, najróżniejszego rodzaju szykany) do represji sądowych wracał w partyjnych rozważaniach, ale na szerszą skalę tylko raz – w maju 1977 r., gdy krakowscy studenci wyszli na ulice – sięgnięto po sankcje prokuratorskie i uwięziono część czołówki korowskiej (na dwa miesiące). Opozycja – a zatem i drugi obieg - mogły funkcjonować, aczkolwiek przy ściśłej inwigilacji i zintensyfikowaniu przez SB działalności operacyjnej: liczba tajnych współpracowników wzrosła z ok.18,6 tys. w 1975 r. do ok.28,1 tys. w 1979 r. Kierownictwo MSW liczebność opozycji szacowało, nie bez racji, na 1,5-3 tys. osób. Nieraz wyrażano się o niej lekceważąco. W styczniu 1980 r. wiceminister Stachura zapowiadał, że „oni znikną z areny społecznej i politycznej szybciej niż cokolwiek zdążą zrobić”. Nie w tej jednej sprawie popełniono pomyłkę.

Gazetki i czasopisma

W latach 1976-1980, w heroicznym okresie działań opozycyjnych, rozmiary drugiego obiegu były - w porównaniu z latami II wojny światowej, a zwłaszcza okresem po wprowadzeniu stanu wojennego - stosunkowo skromne: ukazywało się około 80 czasopism oraz wydano około 300 druków zwartych. Jednak roli drugiego obiegu nie można ograniczać do tej, jaką odgrywał w swoim czasie „fizycznym”, ale należy traktować jako fragment początkowy cyklu, który trwał aż do 1989 r. Poświadcza to m.in. uderzająca ciągłość – tytułów, form, tematów, wydawców, autorów i redaktorów, technik druku.

Najpierw powstały czasopisma, co wydaje się naturalne, gdyż wydawanie periodyku jest jednym z podstawowych działań organizacji (nie tylko tajnej): przekazywanie informacji o sobie, wyrażanie stanowiska – jednym słowem zaistnienie – a także mobilizowanie zwolenników. „Sieć kolportażu była de facto siecią organizacyjną”, pisał Andrzej Friszke w swej monografii opozycji. Jesienią 1976 r. pojawiają się m.in. „U progu”, „Komunikat” KOR i „Biuletyn Informacyjny” tego samego środowiska, w styczniu 1977 r. kwartalnik literacki „Zapis”, w kwietniu pismo ROPCiO „Opinia”. Od tego czasu aż po rok 1989 już nigdy nie nastąpiła przerwa w ukazywaniu się pism drugiego obiegu. Były wśród nich czasopisma literackie czy społeczno-literackie („Zapis”, „Spotkania” i „Puls”),  społeczno-polityczne („Głos”, „Krytyka”, „Droga”, „Bratniak”, „Res Publica”, „Aspekt”, „Przegląd”); informacyjno-polityczne („Biuletyn Informacyjny”, „Komunikaty” KOR, „Opinia”, „Biuletyn Dolnośląski”, „Gazeta Polska”), pisma kierujące się do konkretnych grup społecznych: „Robotnik”, „Gospodarz”, „Placówka”, studenckie „Podaj Dalej”, „Sygnał” czy „Indeks”.

Leszek Szaruga, w szkicu o „Zapisie” zwracał uwagę, że pismo to skupiało się przede wszystkim na „własnych” sprawach, na tym, co robili i pisali jego autorzy, „nie dostrzegając ważnych zjawisk życia kulturalnego na zewnątrz swojego kręgu”. Jeśli chodzi o warstwę informacyjną stwierdzenie to można rozciągnąć na większość pism drugiego obiegu, gdyż głównie pisały o przejawach rodzącej się opozycji demokratycznej oraz represjach wobec niej. W istocie trudno byłoby pisma te nazwać informacyjnymi, gdyż ukazywały się zbyt rzadko. Podtytuł „Biuletynu Informacyjnego” głosił wprawdzie, że zawiera „aktualności życia publicznego”, ale w ciągu 4 lat ukazało się 41 numerów, w tym kilka podwójnych, a więc nie był to nawet miesięcznik. Większość redakcji wydała zaledwie po parę numerów, niektóre wręcz po jednym. Prasę opozycji stanowiły więc głównie pisma opinii czy też pisma polityczne. W pewnym sensie dotyczy to także czasopism literackich, a szczególnie „Zapisu”, gdyż kontekst polityczny prozy w nim zamieszczanej był  dosyć wyraźny.

Z dystansu, który dzieli nas od tamtych lat, znaczenia czasopism drugiego obiegu upatrywałbym w ich funkcji organizatorskiej oraz w tym, co przynosiły one w zakresie myśli politycznej, analiz socjologicznych czy ekonomicznych, tekstach dotyczących najnowszej historii, w niektórych wypowiedziach literackich. Znacznie mniej ciekawe są jako świadkowie wydarzeń. Sądzę, że na całość prasy drugiego obiegu należy również patrzeć jako na prefigurację pluralistycznej sceny politycznej, choć ówczesne polemiki wydają się dziś niewinne. O doraźnej skuteczności trudno cokolwiek pewnego powiedzieć poza tym, że można odnieść wrażenie, iż od pewnego momentu to grupy i partie polityczne istniały dzięki pismom, a nie odwrotnie. Z uwagi na późniejsze wydarzenia konieczne jest zwrócenie uwagi na skromne, liczące nie więcej niż 8 stroniczek małego formatu (podobne były inne gazetki), pisemko „Robotnik”, które środowisko KOR zaczęło wydawać po roku istnienia. Do sierpnia 1980 r. ukazało się blisko 60 numerów, co było rekordem pod względem częstotliwości ukazywania się, pismo osiągnęło też najwyższy nakład jednorazowy - 20 tys. egzemplarzy. Był to więc fenomen, zapewne wynikający z wyjątkowo wytrwałej i pomysłowej działalności zespołu, ale sukces pisma pośrednio świadczył, iż w grupie społecznej, do której się kierowało, istniało zapotrzebowanie na wolne słowo. Nakłady większych pism z reguły oscylowały wokół 2-3 tys. egzemplarzy, a w okresie początkowym znacznie mniej. Zresztą pierwsze numery „Biuletynu” czy „Zapisu” ukazywały się systemem „samizdatowym” w formie maszynopisów. Oznaczało to, iż czasopisma drugiego obiegu wychodziły wprawdzie poza krąg osób bezpośrednio zaangażowanych w działalność opozycyjną, ale za wyjątkiem „Robotnika” raczej nie docierały daleko poza ten krąg. Wynikało to także ze stosowanych form kolportażu: do rzadkości należało publiczne rozdawanie czy wysyłka pocztą na przypadkowe adresy. W tej sytuacji specjalne znaczenie miało przekazywanie treści tych pism przez Radio Wolna Europa, które było stosunkowo szeroko słuchane. RWE obficie z nich korzystało, z czego rzecz jasna podziemni wydawcy mogli się tylko cieszyć.  

Druki zwarte

Wkrótce po pojawieniu się prasy przyszła kolej na książki i broszury, które zresztą na ogół wydawane były przez te same „firmy”, które drukowały czasopisma, a bodaj pierwsza książka sensu stricto, która ukazała się w drugim obiegu – „Kompleks polski” Tadeusza Konwickiego – była formalnie specjalnym numerem „Zapisu”. Użyłem określenia „sensu stricto”, gdyż sporą część druków drugiego obiegu stanowiły broszury. Pierwsze ukazały się w 1976 r., m.in. „Program” PPN oraz pierwsza część broszury Leszka Moczulskiego „Zarys historii PRL”. Prawdziwy start nastąpił późną wiosną 1977 r., gdy pierwsze druki wypuściła Niezależna Oficyna Wydawnicza, która okazała się inicjatywą trwałą, aktywną i skuteczną. Zaczęto od broszury zawierajacej trzy teksty Adama Michnika oraz fragmentu książki Jakuba Karpińskiego, który ukazał się pt.”Pochodzenie systemu”. Pojawiły się też inne wydawnictwa (m.in. Głos, Wydawnictwo im.Konstytucji 3 Maja), ale to NOWA pierwsza sięgała po status profesjonalnego przedsięwzięcia.

Nie jestem w stanie przedstawić szczegółowych danych o repertuarze wydawniczym czy rodzajach druku. Wstępnie szacując, połowa produkcji miała charakter literacki – tomiki poezji, antologie poetyckie, powieści lub nowele, eseje, wspomnienia lub pamiętniki. Dla wielu osób samo pojęcie „drugi obieg” kojarzy się z literaturą raczej niż z publicystyką, tekstami programowymi czy bieżącymi analizami. Istniała nawet „podziemna” nagroda literacka (im.Andrzeja Struga), a pierwszym laureatem był Stefan Kisielewski. Ukazało się wiele pozycji z „wysokiej półki”: „Miazga” Jerzego Andrzejewskiego, „Blaszany bębenek” Guntera Grassa, „Zbyt głośna samotność” Bohumila Hrabala, „Zdobycie władzy” Czesława Miłosza, „Rok 1984” i „Folwark zwierzęcy” Georga Orwella czy „Mała apokalipsa” Konwickiego. Jedna z oficyn („Klin”) powstała po to, aby wydawać dzieła Witolda Gombrowicza i do końca 1980 r. wydała w kilku tomach „Dziennik” za lata 1953-1966. Wyszło ponad 20 tomików poetyckich. Najwięcej  Miłosza, ale też „Czarny polonez” Kazimierza Wierzyńskiego czy „Późne wiersze” Osipa Madelsztama. W dziale paraliterackim znalazły się „Wspomnienia starobielskie” Józefa Czapskiego i „Wielki strach” Juliana Stryjkowskiego. Dużą rolę odgrywały eseje historyczne czy historyczno-polityczne Andrieja Amalrika („Czy Związek Sowiecki przetrwa do roku 1984”), Miłosza („Zniewolony umysł”),  Pawła Jasienicy („Rozważania o wojnie domowej”), Aleksandra Sołżenicyna („Zmierzch odwagi”), Bohdana Cywińskiego („Zatruta humanistyka”), Adama Michnika „Cienie zapomnianych przodków”. Ale wydano także „Przypadek czy konieczność” Jacques Monoda. Większość tego rodzaju druków można uznać – za Beatą Dorosz – jako „odrabianie zaległości”, gdyż nieraz chodziło o teksty dawniejsze, należące niekiedy już do klasyki, które nie mogły przebić się przez blokadę cenzury. Były to najczęściej przedruki z wydawnictw emigracyjnych, a więc należy też mówić o „sklejaniu” polskiej literatury, którą system komunistyczny podzielił na „krajową” i emigracyjną. Ale było też sporo „tekstów z szuflady”, pojawiły się też pisane już dla drugiego obiegu (m.in.”Mała apokalipsa”, esej Cywińskiego). Warte odnotowania jest sięgnięcie po rosyjską literaturę dysydencką. 

Nie brakowało pozycji „użytkowych”, np. wypowiedzi programowych, takich jak „Myśli o programie” Jacka Kuronia czy „Rewolucja bez rewolucji” Moczulskiego, bieżącej publicystyki, analiz ekonomicznych (Waldemara Kuczyńskiego „Po wielkim skoku”), satyrycznych poematów Janusza Szpotańskiego, książek demaskatorskich („Czarna księga cenzury”), swego rodzaju podręczników, jak „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa” Jana Olszewskiego. Do rzadkości należały prace dotyczące historii najnowszej (Tadeusz Kowalik „Spory o ustrój społeczno-gospodarczy Polski 1944-1948”) tak liczne później. Jakkolwiek w publicystyce odwoływano się do „zapomnianych przodków”, ukazał się tylko jeden fragment z pism Dmowskiego („Kościół, naród, państwo”), a jako jedyny tekst Piłsudskiego – wspominana już - „Bibuła”.

Zasięg

Jeśli brać pod uwagę, że ta faza istnienia drugiego obiegu trwała około 3 lat (do września 1980 r.) można powiedzieć, że był to spory „łyk swobody”, ale wymierzenie jego wielkości – tj. zasięgu czytelnictwa - okazało się do tej pory niemożliwe. Zdani jesteśmy na trudne lub wręcz niemożliwe do zweryfikowania deklaracje wydawców i drukarzy. Na ogół przyjmuje się, że książki i broszury ukazywały się w nakładach 2-3 tys.egzemplarzy, ale istniały dosyć duże różnice zarówno między wydawnictwami (możliwości kolportażu, jakość urządzeń), jak i tytułami.

Obawiam się, że jesteśmy i będziemy zdani tylko na szacunki, mogące zawierać spory margines błędu. Nie wydaje się, aby nawet wnikliwa penetracja materiałów SB, która starała się pilnie śledzić podziemną poligrafię, mogła zmienić ten stan rzeczy. W dotychczas znanych dokumentach znajdują się dane wyłącznie o zakresie konfiskat. MSW twierdziło – zapewne prawdziwie - iż w latach 1976-1979 przejęło około 400 tys. egzemplarzy druków, ale nie wiemy jaką część tej liczby stanowiły czasopisma i książki, a jaką ulotki i druki okolicznościowe, które niekiedy osiągały bardzo wysokie nakłady (np. „Karta praw robotniczych” wydana przez „Robotnika” w 1979 r. wydrukowana została w łącznym nakładzie około 60 tys. egzemplarzy). Można ogólnikowo - i z ostrożnością - powiedzieć, że pewna część środowisk inteligenckich oraz znacznie mniejszejsza robotniczych, z miast uniwersyteckich i dużych aglomeracji, znała drugi obieg. Niektórzy, jeszcze mniej liczni, obcowali z nim jako czymś stałym, dla innych, liczniejszych był to kontakt okazjonalny.

Pominąłem tu, z braku miejsca, dwie ważne i ciekawe sprawy: techniki oraz ludzi drugiego obiegu. Szczególnie istotna jest ta druga, gdyż niezależnie od tego czy się głosi, iż bez opozycji demokratycznej nie byłoby Sierpnia i „Solidarności”, czy się uważa, że wielką bitwę komunizmowi wydali sami robotnicy, nie sposób nie stwierdzić, iż kamień węgielny pod masowy, wolny ruch wydawniczy z lat 1980-1989 położyli - dzięki umiejętnościom (nabytym zresztą wyłącznie przez praktykę), talentom i wytrwałości - ludzie przedsierpniowego drugiego obiegu. 

Andrzej Paczkowski

Tekst ukazał się w przygotowanym przez Stowarzyszenie Wolnego Słowa dodatku do „Rzeczpospolitej”: „Bibuła. Wolne słowo w Polsce 1976-1980”, Warszawa, czerwiec 2003.