„Ze ściany domu mego choć jeden kamień..”

Znikający Erewań

 

Erewań – stolica Armenii jest jednym z najstarszych miast świata. Został założony w roku 782 p. n. e i nazwany „Erebuni”, co oznacza „zwycięstwo”. Dawno minęły świetne czasy stolicy mocarstwa Urartu. Erewań swej historii nie pamięta i turysta nie zobaczy w mieście dowodów jego starożytności . Rewolucja bolszewicka zmiotła 9  średniowiecznych cerkwi Erewania ( do dziś pozostało zaledwie 5). Jedna z nich Surb Pohos i Petros( św. Piotra i Pawła) zrobiła miejsce dla kina „Moskwa” , które do dziś „zdobi” plac przy głównej ulicy miasta –  Abovjana. W celu utworzenia Parku im. Komitasa zrównano z ziemią cmentarz wraz z cerkwią. Chowano tam patriotów, więzionych przez bolszewików. W pozostałych wolnych miejscach, utworzonych w ten sposób  postawiono ciężkie sowieckie bloki – jak i u nas – brudne, szare i smętne. Stare i niepotrzebne ustąpiło miejsca nowemu –  temu, co zaświadczało o sile i  prawilnos`ti” nowej idei . 

 

    Sowieckie czasy dawno się skończyły. Ormianie z entuzjazmem zrzucali z piedestału ogromnego Lenina , stojącego dumnie na Placu Republiki ( dawniej: Plac Lenina) przez ponad 50 lat.

                                     

    Dziś Armenia to niezależna republika demokratyczna , ale „rozbudowa” miasta nadal odbywa się w ten sam sposób. Duchowi nowej siły -„rewolucji pieniądza”  nie umie się oprzeć nikt.

 

Ulice Arama i Pavcosa Biuzanda....- historyczne ulice starego Erewania, znajdujące się w  ścisłym centrum miasta.  Wyznaczono je w 1830 roku, kiedy to według pierwszego urbanistycznego planu rozpoczęto budowę nowej dzielnicy miasta ( „Nor Tag”) , przeznaczonej dla ormiańskich przesiedleńców z Syrii i Turcji.  Zabudowa tych ulic – opiewana w wierszach  ormiańskich poetów (Jegisze Czarenc) i uwieczniana na setkach obrazów ( Martiros Sarjan, Hakob Hakobjan, Sedrak Arakeljan ) stanowiła niepowtarzalne połączenie czysto ormiańskich motywów  z europejskimi trendami architektury XIX wieku.

 

Niskie ormiańskie domki z wąskimi wejściami, długimi , arkadowymi przejściami do wnętrza domu, ażurowymi schodkami do poszczególnych mieszkań; ciche, zarośnięte winogronem i figą krzywe podwóreczka...

obok dziewiętnastowiecznych solidnych kamienic i kamieniczek zdobionych ormiańskimi ornamentami i drewnianymi , bogato rzeźbionymi  balkonami

– tak spontanicznie narodziła się niepowtarzalność ormiańskiej starówki ze swą  intymną atmosferą, z której natchnienie przez dwa stulecia czerpali poeci i malarze.

Obecnie całą zabudowę tych ulic burzy się .

Tych domów nie naruszyło nawet trzęsienie ziemi 1988 roku.

  Co powstanie na miejscu tych ostatnich ocalałych do dziś historycznych budynków Erewania - banki, centrum rozrywki, domy pod wynajem, kawiarnie? Tego dokładnie nie wie nikt, takie informacje są tajne i chronione w „merii goroda Erewana” ( urząd miejski) . Wszystkim za to wiadomo, iż ta sama „meria” wydaje pozwolenie na zburzenie jakiegokolwiek budynku ,a  jedynym warunkiem otrzymania potrzebnego papierka jest odpowiednio wypchany portfel oraz udział w przyszłych zyskach.

   Z „merią” nie ma co walczyć , bo się przegra. „Meria” to polityka, to państwo, to prezydent a z nimi jeszcze nikt nie wygrał – powtarzają mieszkańcy ulic Arama i Biuzanda.

Nie wyrzuca się ich wprost na ulicę ( oczywistością jest, że to nie oni zasiedlą nowe bloki budowane na Arama), a daje się im od 5 – 12 tysięcy dolarów amerykańskich . Co z tego, że ceny mieszkań rozpoczynają się od kwoty 60 tysięcy dolarów , tyle państwo dać nie może .

Roma Galstjan jest autorem wielu rzeźb zdobiących współczesny Erewań. Nie mieszka na ulicy Arama, ale tu od wielu lat ma swoją pracownię – otwartą w stronę ulicy, otwartą w stronę nieba. Wyburzą ulicę, zburzą i pracownię. -Będzie inaczej – mówi – może nawet stracę natchnienie – śmieje się smutno – ale dla kogo dziś liczy się kultura? Pieniądz się  liczy, tylko pieniądz...

Uliczna sprzedawczyni papierosów na Biuzanda. Zarabia na ich sprzedaży około 60 dolarów miesięcznie. Mieszkańcom kamienicy, w której mieszka, zaproponowano 10 000 dolarów. – Połowa sąsiadów już wzięła pieniądze. A ja nie chcę . Po co? Tu mieszkali moi rodzice.

Inżynier Levon Mnackanjan marzy, aby odrestaurowano historyczne domy na ulicy Biuzanda, gdzie mieszka od 40 lat. – Na tym państwo nie zarobi. – stwierdza – dla obecnej władzy nie ma żadnej świętości. W miejsce domu , w którym mieszkał Sarjan, postawią klub bilardowy. 

Ormiański poeta Hamo Sahjan pisał niegdyś: „Ze ściany domu mego – choć jeden kamień, by usiąść na nim i opowiedzieć mu o życiu bezdomnym,..., by na nim umrzeć”.

 

I tych kamieni wkrótce zabraknie.

Tekst i zdjęcia: Dominika Izdebska