Pełny tekst newsa:

 Rocznica powołania Regionu Mazowsze
Dodano: 11-09-2005, 16:44


Dwadzieścia pięć lat minęło...

Dwadzieścia pięć lat temu też była ładna pogoda. Zdaje się, coś nawet spadło, ale przelotnie, a poza tym było słońce...
W całym kraju spontanicznie powstawały komórki wynegocjowanych w Gdańsku związków zawodowych. Komuniści kombinowali, że to, z mocy ich nie ustanowionego prawa, powstaną tysiące związków o charakterze zakładowym, które co najwyżej ustanowią kiedyś, gdy towarzysz Kania pozwoli, luźną, kontrolowaną przez ubeków federację.
Ursus wówczas nie był Warszawą. Kojarzył się nade wszystko z traktorami i z Czerwcem’76. Dużo mniej ludzi wiedziało, że w Ursusie było wielu robotników kolportujących prasę, już od dawna kombinujących – jak założyć WZZ-ety? Należeli do nich dwaj Zbyszkowie – Bujak i Janas. Początkowo prasę, nie tylko „Robotnika”, dostawali od proboszcza w Podkowie Leśnej ks. Leona Kantorskiego. Potem nabyli własne kontakty. Emil Broniarek był drukarzem NOW-ej. Uczestniczył jako reprezentant robotników Ursusa, a także jako drukarz ulotek, w strajku w Stoczni Gdańskiej... 4 września delegaci tworzących się Komisji Zakładowych, powołali do życia Region Mazowsze.

Podobnie jak w Gdańsku związki Mazowsza z opozycją demokratyczną, także personalne, były oczywiste. To nade wszystko Mazowsze swym charakterem rozstrzygało o politycznym kształcie tworzącej się „Solidarności”. W końcu to w Warszawie mieszkał Jacek Kuroń, który od dawna zachęcał robotników, by unikali palenia komitetów, na rzecz ich tworzenia!

4 września br. Stowarzyszenie Wolnego Słowa wespół z Domem Kultury „Arsus”, przy współpracy ursuskiego ratusza, zorganizowało uroczystość rocznicową. Spiritus movens tej imprezy był, wraz z kilkoma innymi działaczami, Emil Broniarek. Planowaliśmy przy okazji wydać książkę Jerzego Domżalskiego o historii ruchu opozycyjnego w Ursusie. No ale wszystko działo się zbyt szybko, nie sposób było latem znaleźć dwóch utytułowanych recenzentów, którzy „na już” by ją rekomendowali, stąd nie dostaliśmy od władz miasta dofinansowania na druk.

O godz. 16.oo ks. bp Józef Zawitkowski celebrował w intencji działaczy „S” mszę św. w kościele pw. św. Józefa. Przyszło trochę ponad 200 osób, przede wszystkim b. pracowników ZM „Ursus”, ale także po prostu działaczy opozycji i podziemia. Najstarszy wiekiem był pewnie Wiesław Chrzanowski.
Następnie większość przeszła chodnikami na Plac Czerwca’76, gdzie odsłonięto umocowaną u stóp pomnika tablicę upamiętniającą powstanie Regionu. Tu czekało na nich około setki innych osób. Ks. bp Zawitkowski pobłogosławił tablicę i zgromadzonych. Przemawiali m.in.: Zbigniew Bujak, Emil Broniarek, a uroczystości prowadził Jerzy Domżalski.

Potem wszyscy przeszli do nieodległego Domu Kultury „Arsus”. Tu powitała ich drukarnia polowa – sito obsługiwane przez wieloletniego drukarza NOW-ej Andrzeja Zielińskiego. Kiedyś sitowanie to była cała sztuka. Bo nawet, jeśli materiał naświetlonej ramki był w dobrym gatunku, a oczywiście nie zawsze był, to naświetlenie było nie najlepsze, zaś farbę robiło się z pasty „Komfort”, albo „BHP”. Nakład nieodmiennie pachniał drogerią... W niedzielę tylko ramki i rasta były autentyczne – z epoki. Stąd mniej zorientowanym zgromadzonym mogłoby się zdawać, że drukowanie na sicie było wyłącznie pracą łatwą, przyjemną. Tym bardziej że współczesny papier kserograficzny z Kwidzynia jest taki sympatyczny, że profesjonalna farba wcale nie ma skłonności do przebijania się na drugą stronę...

W Domu Kultury „Arsus” Tran Diu Chan, redaktorka emigracyjnego radia „Tien Nuoc Toi” („Głos mojego Kraju” – nadają z USA na falach krótkich), powszechnie słuchanego w Wietnamie, opowiedziała o dramacie rodaków ciągle cierpiących pod często krwawą dyktaturą komunistyczną.

Następnie odbył się koncert Elżbiety Wojniowskiej. Wojnowska, w latach siedemdziesiątych profesjonalnie śpiewająca poezje, w latach osiemdziesiątych dużo częściej występowała na koncertach niezależnych, zwykle w kościołach. Jak wielu artystów zniknęła z mediów. Być może dla znacznej części młodszej publiczności przestała być rozpoznawalna? Taka bywała cena bojkotu „telewizji, która kłamie”...

Mirek Chojecki otworzył wystawę ukazującą dokonania NOW-ej. Obok, w korytarzu, zawisły plansze ukazujące tragedię boat peoples – Wietnamczyków uciekających w latach osiemdziesiątych przed komunizmem i represjami – na byle łodziach rzecznych, tonących w sztormach, ginących z braku wody i palącego słońca, rabowanych i mordowanych przez tamtejszych piratów, często tajskich rybaków. Do dziś jakoś unikam tajlandzkich konserw rybnych, choć pewnie są smaczne?

Wreszcie, na koniec, w zakładowej stołówce doszło do „spotkania po latach”. W menu znalazła się grochówka regeneracyjna. Kto pamięta czasy Gierka, ten wie, o czym piszę. Zapewne ówczesne zupy, szczególnie, jeśli pamiętano o wkładce mięsnej, bywały smaczne. Ta była...

Kliknij, aby zobaczyć pełnš fotorelację





Krzysztof Markuszewski

dodał: Krzysiek Markuszewski komentarze [0]

Powered by News Asystent v1.5