Pełny tekst newsa:

 Pobicie w areszcie deportacyjnym
Dodano: 28-09-2005, 10:53

Drodzy Państwo,
W areszcie deportacyjnym w Lesznowoli doszło do pobić chorego człowieka. Jest to zwieńczenie (jak na razie) napięcia, rosnącego między policjantami a
osadzonymi tam Wietnamczykami. Przyszedł czas agresji, o ile mi wiadomo, bez powodu (w sensie psychologicznym, bo nie prawnym, wg polskiego prawa chyba nie wolno bić bezbronnych ludzi?).

Było tak:
Od dwóch tygodni policjanci, strzegący aresztu w Lesznowoli są coraz bardziej agresywni wobec Wietnamczyków (zwłaszcza wobec Wietnamczyków).
Podczas liczenia więźniów padają wyzwiska, ludzie są popychanim itp. Dochodziło już do rękoczynów ze strony policjantów. W poniedziałek policjanci %u201Enie byli w stanie policzyć%u201D więźniów,
wskutek czego apel trwał absurdalnie długo. Ponieważ jasne było, że to po prostu złośliwe przetrzymywanie na baczność więźniów przez ubawionych tym
strażników, Wietnamczycy po prostu rozeszli się samowolnie do cel. Wywołało to wściekłość policjantów. Okazję do "zdyscyplinowania" towarzystwa znaleźli wieczorem.
Hoang Dinh Thau (numer identyfikacyjny 167) zachorował cztery dni wcześniej. Nie przyjmował pokarmów ani płynów, wszystko zwracał i czuł się coraz gorzej. W poniedziałek, 26 września, po południu został wreszcie zbadany przez pielęgniarkę i odwieziony do szpitala, gdzie nawodniono go kroplówką i zbadano.

Między 20.00 a 21.00 powrócił do aresztu. Tam, na oczach wszystkich osadzonych Wietnamczyków, został pobity pałkami i pięściami przez trzech policjantów, towarzyszyły temu wyzwiska ("kurwa"). Obserwowało to osiemdziesiąt osób, chętnych, aby poświadczyć prawdę. We wtorek, 27 września, zawołał Hoang Dinh Thau, policjant, kierujący zmianą. Oświadczył, że aresztowany idzie do lekarza, ale kierował go do
pustego pokoiku, z dala od wszystkich. Było to o 9.00 rano. Przestraszony Wietnamczyk uciekł policjantowi do sali, w której aresztowani jedli śniadanie. Tam, znowu na oczach wszystkich, został pobity pałką i obrzucony wyzwiskami. Chłopak jest słaby, spożywa teraz rosół, przygotowywany przez współwięźniów.
Żołądek zaczął zatrzymywać pokarm, więc jest poprawa, ale więźniowie są niespokojni o dalszy los chorego. Napięcie, powstałe między więźniami Wietnamczykami a policjantami, budzi obawę o możliwość następnych aktów przemocy. Na razie policjanci warczą na nich i zachowują się bardzo nieprzyjaźnie.

Sprawę kieruję do KG policji, sądzę, że ktoś powinien pojechać na miejsce i rozmawiać z komendantem. Czekam też na sugestie co do zaangażowania
prokuratury: kto się tym zajmie? Ja nawet nie wiem, która prokuratura jest właściwa. Ale łobuzom trzeba dać po łapach, to wiem. Źródła swoich informacji jestem pewien całkowicie, ale go nie ujawnię.
Dysponuję za to poświadczeniem prawdzwości relacji, podpisanym przez wszystkich więźniów.

Pozdrawiam serdecznie
Robert Krzysztoń

dodał: Krzysiek Markuszewski komentarze [2]

Powered by News Asystent v1.5