Pełny tekst newsa:

 wietnamskie Wolne Związki Zawodowe wspiera Wietnamski Komitet Obrony Robotników
Dodano: 02-11-2006, 18:04

Robert Krzysztoń

Zakończyła się, organizowana przez Stowarzyszenie Wolnego Słowa, trzydniowa konferencja wietnamskiej opozycji demokratycznej w Warszawie. Konferencja nazwana została „Chleb i Wolność” dla przywołania hasła, które pojawiło się w 1956 roku i do którego nawiązywali do końca PRL-u robotnicy, upominający się o swoje prawa.

„[…] to wołanie młodego jeszcze wtedy papieża, które dziś chcę powtórzyć, nie na placu Zwycięstwa, ale w Ogrodzie Łazienkowskim, w pobliżu Belwederu, w pobliżu rezydencji prezydenta Rzeczypospolitej, w obecności tegoż prezydenta z małżonką i rządu, przedstawicieli Sejmu i Senatu, wszystkich: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi!”. Tej ziemi, tej polskiej ziemi, tej europejskiej ziemi, tej całej ziemi! […]”
z homilii Jana Pawła II wygłoszonej 9 czerwca 1991 roku w parku Agrykola w Warszawie


Bezpośrednią przyczyną zwołania konferencji było ogłoszenie 20 października 2006 roku powstania komitetu założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych w Wietnamie. Utworzenie związków, niezależnych od rządzącej partii jest od miesięcy głównym postulatem strajkujących w Wietnamie robotników. Strajki ogarnęły rzeszę ponad siedmiuset tysięcy pracowników, równolegle z nimi rozwija się akcja podpisywania apelu o demokrację, zwanego apelem 8406 (od daty jego publikacji). Apel podpisały już jawnie tysiące Wietnamczyków, mimo towarzyszących akcji represji ze strony reżimu. Ukazały się trzy drukowane gazety niezależne, podpisywane jawnie a publikowane w warunkach konspiracji. Rozpoczął działalność pierwszy jawny punkt pomocy prawnej osobom represjonowanym.

Władze są zaskoczone skalą oporu społecznego, nie są w stanie zlikwidować tego oporu przy użyciu dotychczasowych metod zarówno ze względu na jego skalę, jak i ze względu na czynione przez siebie zabiegi, mające na celu przyjęcie Wietnamu do grona równoprawnych uczestników światowego życia gospodarczego.

Uczestnicy konferencji przyjechali z 12 krajów, byli wśród nich członkowie wszystkich, działających na emigracji struktur demokratycznych. Przyjęto zasadę, że tym razem każdy reprezentuje siebie jako osobę, nie partię, związek czy stowarzyszenie, w którym działa.

Omawiano sytuację w kraju, zwłaszcza kwestię powstałego Związku. Zgromadzeni doszli do wniosku, że niezbędne jest powołanie instytucji wspierającej rodzący się niezależny ruch związkowy. Powołano Wietnamski Komitet Obrony Robotników, na czele którego stanęło prezydium, skupiające ludzi o różnych korzeniach politycznych. Prezesem Komitetu został pan Tran Ngoc Thanh, żyjący w Polsce, założyciel pisma „Dan Chim Viet”.

Zebrani nie kryli polskich inspiracji, z ich zresztą powodu konferencję zwołali właśnie w Warszawie. Inspiracje te są mocno obecne także w Wietnamie. Nic więc dziwnego, że zwrócili się o pomoc do ludzi KOR-u i NSZZ „Solidarność”.

W obradach konferencji wziął udział Tomasz Wójcik, delegat krajowych władz „Solidarności”, który zadeklarował w imieniu Związku pełne poparcie i pomoc. Tę samą pomoc deklarował w imieniu Stowarzyszenia Wolnego Słowa jego prezes Mirosław Chojecki, a w imieniu Instytutu Paderewskiego, prezes Instytutu Michał Drozdek.

Znaczną część czasu podczas pierwszego i drugiego dnia obrad uczestnicy konferencji przeznaczyli na wysłuchanie uwag Mirosława Chojeckiego, Tomasz Wójcika i Michała Drozdka. Owo „opozycyjne know - how” było dla nich szczególnie ważne w tym czasie, który zdaje się być już czasem rozstrzygnięć dla Wietnamu. Budującym obrazem była jednomyślność co do potrzeby wspólnego działania ludzi, którzy pracują w zwaśnionych nieraz ze sobą w strukturach. Nie było żadnego problemu w osiągnięciu consensu co do kształtu i charakteru powoływanej instytucji, jak również co do jej reprezentacji. Wietnamscy opozycjoniści potrafili odłożyć na bok wzajemne animozje a także swoje ambicje dla osiągnięcia większego dobra.

Delegację uczestników konferencji przyjął sekretarz stanu w Kancelarii Premiera, minister Adam Lipiński. Wcześniej zrobił to przewodniczący NSZZ „Solidarność” Janusz Śniadek. Obie rozmowy przebiegały w niezwykle przyjaznej atmosferze. Wydaje się, że tu właśnie na miejscu byłoby wyświechtane w latach komuny słowo „braterstwo”.

Przygotowania do konferencji napotkały wszelkie możliwe przeszkody. Początkowo miała ona odbyć się w sali, należącej do Ministerstwa Gospodarki. Na cztery dni przed rozpoczęciem obrad z ostrym protestem wystąpiła dyplomacja komunistycznego reżimu w Wietnamie. Protest ów poparł dyrektor Departamentu Azji, pan Jacek Najder (jedność nazwisk najzupełniej przypadkowa!) wobec czego Minister Gospodarki nie wyraził zgody na utrzymanie tej lokalizacji. Z odsieczą pośpieszył Marszałek Sejmu i ostatecznie wietnamscy opozycjoniści spotkali się w Sali Kolumnowej Sejmu. 25 października po południu nerwowy list wystosowała przewodnicząca Polsko-Wietnamskiej Grupy Parlamentarnej, posłanka Alina Gut („Samoobrona”), jej protest wspierał tezy komunistycznej dyplomacji wzbogacając argumentację o pomówienia natury osobistej wobec jednego z organizatorów konferencji (z pomówień tych posłanka Gut wycofała się w liście datowanym następnego dnia).

W konferencji nie wzięli udziału opozycjoniści z Wietnamu, wszyscy bowiem zostali zatrzymani przez siły bezpieczeństwa w drodze na lotnisko bądź na samym lotnisku. Rozmowę telefoniczną z jednym z nich przerwano, udało się jednak pomówić z innymi przy użyciu internetu.

Obrady konferencji relacjonowały obficie i przychylnie główne media polskie i – co oczywiste – emigracyjne media wietnamskie.

W sobotni wieczór, specjalnie dla uczestników konferencji, zaśpiewała piosenki swojego Ojca Partycja Kaczmarska, wyrazy solidarności przekazał też obecny na konferencji ksiądz prałat Józef Maj.

*
Rodzi się nowy Wietnam. Ten sam, który próbował zaistnieć w 1945 roku, w 1954 roku (na południu), Wietnam wolny i demokratyczny. Żegnając się z uczestnikami konferencji Robert Krzysztoń radził tym, którzy są obywatelami innych niż Wietnam krajów, żeby już występowali o wizy do Ojczyzny, bo bardzo możliwe, że, dziś wysłane, rozpatrzone będą już przez poselstwa Republiki Wietnamu, państwa Wietnamczyków, a nie partii komunistycznej.

Czas upadku reżimu i narodzin wolności jest czasem szczególnie trudnym. Zwracał na to bardzo dobitnie uwagę Tomasz Wójcik. Ale fakty są oczywiste: partia na swoim X zjeździe dobitnie oświadczyła, że żadnych reform demokratycznych nie będzie a naród dobitnie wypowiedział jej posłuszeństwo. Czas komunistów dobiega końca. Ważne, żeby naród nie musiał znów płacić wielkiej ceny za swoją wolność, cena dotychczas zapłacona jest więcej niż wystarczająca.

Zdumiewać może postawa tych polskich urzędników, którzy uznali, że moralna strona sprawy nie znaczy nic, że żadna solidarność z Wietnamczykami Polaków nie obowiązuje i że dobre stosunki z odchodzącym w niesławie, przestępczym reżimem są wartością tak wielką, że warto dla niej poświęcić dobre stosunki z rodzącym się, ważnym państwem.

Wietnam ma takie same prawo do wolności jak każdy inny kraj, Wietnamczycy mają te same ludzkie prawa co wszyscy. Ale wietnamski los w kontekście wydarzeń XX wieku ma też wymiar symboliczny. Ten naród wpadł w łapy oprawców zewnętrzną decyzją, na zasadzie zdrady. Znaleźli się, niestety urzędnicy, którzy namawiali Polskę do solidarności ze zdradą. Możemy być dumni, że Polska, w osobach swoich reprezentantów, tych namów nie posłuchała. Solidarność Polski jest tu, gdzie być powinna. Z powodów etycznych, politycznych i ludzkich.

rk.



dodał: Krzysiek Markuszewski komentarze [1]

Powered by News Asystent v1.5