„*Wtyka* Hanoi w CIA?”

    W nocy, dziesiątego lipca ubiegłego roku, oddział tzw. cong-an, czyli wietnamskiej bezpieki, dowodzony przez pułkownika Dao Trong Sy, drugiego w łańcuchu dowodzenia oficera w Hanoi, dokonał najścia na dom byłego pułkownika Le Hong Ha, poprzednika Sy w ministerstwie, zaufanego funkcjonariusza o czterdziestoletnim stażu aktywnej służby. Po czterogodzinnej rewizji policjanci odeszli z pustymi rękami. Szukali tylko jednego obiektu, tzw. listu z 17 czerwca. Wedle słów Sy, „gdyby został on opublikowany, spowodowałby niepowetowane straty dla Partii”.

    Czymże zatem jest ten niebezpieczny dokument? Ciekawość Le Hong Ha była zrozumiała, bo według raportu sporządzonego przez jego przyjaciela dziesięć dni później, ten dokument okazał się być listem napisanym przez generała Nguyen Nam Khanha do Komitetu Centralnego Wietnamskiej Partii Komunistycznej, w którym opisano, jak wydział wywiadu wojskowego, zwany TC2, rozwielmożnił się pod rozkazami Le Duc Anha, głównodowodzącego wietnamską ekspedycją do Kambodży (od 1981 do 1989 r.), a potem prezydenta Socjalistycznej Republiki Wietnamu (1992 – 1996).

    TC2, z początku czysto wojskowy wydział wywiadu (odpowiednik francuskiego Deuxieme Bureau), został wyniesiony pod Le Duc Anhem do rangi Generalnego Dyrektoriatu i oddany w ręce zaufanych podwładnych zaopatrzonych w szerokie uprawnienia do szpiegowania wszystkich, włącznie z najwyższym przywództwem partii komunistycznej, szczególnie, jeśli widziano w nich rywali Le Duc Anha. W konsekwencji, jak pisał Tran Dai Son (przyjaciel Le Hong Ha) w podsumowaniu raportu, stwierdzono, że praktycznie całe kierownictwo WPK, z wyjątkiem frakcji Le Duc Ana, pracowało dla obcych mocarstw, przede wszystkim zaś dla CIA, ale także dla Francji, Niemiec i Chin. Lista, według Sona, zawierała między innymi następujące nazwiska: Non Duc Manha (wtedy przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego, obecnie sekretarza generalnego WPK) Nguyen Van Ana (obecnego przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego), Pham Van Donga (zmarłego, przez 33 lata premiera i zaufanego przybocznego Ho Chi Minha), Vo Nguyen Giapa (generała, zwycięzcę spod Dien Bien Phu, czasem nazywanego Napoleonem Wietnamu), Vo Van Kieta (byłego premiera), Phan Van Khaia (obecnego premiera), Truong Tan Sanga (członka Biura Politycznego, wcześniej zarządzającego Ho Chi Minh City, jak nazwano Sajgon), Phan Diena (kolejnego członka Biura Politycznego rywalizującego o stanowisko sekretarza generalnego Wietnamskiej Partii Komunistycznej), Pham Gia Khiema (wicepremiera), Bui Thien Ngo (byłego ministra Bezpieczeństwa Publicznego) Mai Chi Tho (brata Le Duc Tho, również byłego ministra Bezpieczeństwa Publicznego), Le Van Dunga (szefa sztabu Ludowego Wojska Wietnamskiego), Vo Thi Thanga i dziesiątki wysokich rangą oficerów sił zbrojnych...

    Cała sprawa, w normalnych warunkach, nadawałaby się do wyśmiania, jako wymysł płodnego umysłu wariata. Ale przecież, według „listu z 17 czerwca 2004 r.”, wszystkie te oskarżenia znajdowały się w autentycznych raportach TC2 (cytowane dosłownie z datami i numerami raportów). Działo się to latami, a informacje miały ponoć docierać od „wtyki” w CIA znanej pod kryptonimem T4. Ponieważ raporty opatrzone były klauzulą najściślejszej tajemnicy, sprawiły, że w kierownictwie nastąpił rozłam i zaczęły się wzajemne podejrzenia. Na przykład, Vo Nguyen Giap pozbawiony został władzy natychmiast po zwycięstwie nad Stanami Zjednoczonymi i Południowym Wietnamem w 1975 r. Wykopany z Politbiura w 1981 r. został upokorzony mianowaniem na stanowisko do spraw kontroli populacji (w Hanoi mówiono, że generał dowodzi teraz diafragmami). Odebrano mu nawet miejsce w Komitecie Centralnym pod pretekstem udziału w spisku przeciwko przywództwu w 1990 r. IX Zjazd WKP (w kwietniu 2001 r.) oglądał w domu, w telewizji. Ponadto oskarżono go o to, że spiskował, rozmawiając po francusku z Robertem McNamarą, gdy ten ostatni przebywał w Hanoi na retrospektywnej konferencji dotyczącej wojny w Wietnamie.

    Giap, po upadku wrogów, Le Duc Anha i Le Kha Pieu, którzy ze względu na wzajemne kłótnie przegrali obaj na tym samym zjeździe partii komunistycznej, cierpliwie zaczął odbudowywać swoją bazę polityczną. W 2002 r. udało mu się opublikować trzy pamiętniki, w których upominał się o należne mu w historii miejsce. A w początkach bieżącego roku napisał długi list do centralnego kierownictwa partii poruszając szeroki zakres tematów, od ekonomii i edukacji począwszy skończywszy na walce z korupcją i ponownym zalegalizowaniu przedsiębiorstw partyjnych i obywatelskich. Z początku zaledwie zauważony – ze względu na żargon, którym posłużył się autor – list wkrótce przyciągnął wielu wielbicieli i zwolenników, głównie weteranów i starych partyjniaków. Niemniej, ruch nie nabrał rozpędu do chwili odkrycia listu z 17 czerwca Nguen Nam Khanha, a specyficzność tego dokumentu sprawiła, że kierownictwo partii nie mogło stwierdzić, że został sfałszowany.

    Od tego czasu pojawiło się mnóstwo dokumentów z rozmaitych źródeł, wskazujących nie tylko na nielegalność TC2 i na niedopuszczalne oskarżenia. Zaczęły one wskazywać na źródło zła i na Le Duc Anha jako na głównego sprawcę, wspomaganego w przestępstwie przez paru kolesiów, których liczbę określa się obecnie na pięciu do siedmiu. Chociaż Anh obecnie nie pełni żadnego urzędu, nadal odbierany jest jako postać pociągająca za wszystkie sznurki. A jego sojusznicy nadal są potężni, bo wśród nich znajdziemy Tran Duc Luonga, obecnego prezydenta znanego z korupcji, generała Pham Van Tra, ministra obrony, Tran Dinh Hoana, aparatczyka partyjnego i Nguyen Khoa Diema, który kieruje działaniami mającymi na celu tłumienie prasy.

    Chociaż główne siły kraju (wojsko, policja, aparat partyjny i prasa) są ponoć po stronie Le Duc Anha, to przejścia na stronę Giapa – takie jak w przypadku generała Nguyen Nam Khanha – są na porządku dziennym. Wysoki rangą oficer, Nhu Thiet, nazwał grupę Le Duc Anha „grupą reakcyjną”, a stronników Giapa „stroną postępową”. Pułkownik Hung Cuong wzywa do natychmiastowego wytoczenia procesu Le Duc Anhowi i jego pięciu wyżej wspomnianym kolesiom. Uporczywie utrzymuje się plotka, że główni winowajcy z TC2, generał Dang Vu Chinh i jego następca, Nguen Chi Vinh, ukrywają się od końca lipca.

    Pewien generał, który przyjechał niedawno do Francji, nazwał sytuację „wrzącym patem”. Nic z tego, co powyżej napisano nie przeniknęło do krajowych mediów, ale stało się tematem codziennych rozmów w całym Wietnamie i znane jest pod nazwą „tytanicznej walki między dwoma generałami” (Anh i Giap). Potrzebna jest, według nowych źródeł, kropla, która przepełni puchar. A jedną z tych kropli będzie ostateczne stanowisko, jakie zajmie Nong Duc Manh, obecny sekretarz generalny. Nie tak dawno odwiedził on Giapa prosząc go, żeby całą rzecz zachował jako wewnętrzną sprawę partii, z pewnymi koncesjami na rzecz Giapa, które umożliwią naprawienie wyrządzonych mu krzywd. Ale dziewięćdziesięcioczteroletni Giap odmówił, licząc na to, że w pięćdziesiątą rocznicę zwycięstwa pod Dien Bien Phu może upajać się odzyskaną chwałą i nie ma nic do stracenia, a wiele do zyskania w tej ostatniej bitwie swojego życia. Powiedział, że VI Zjazd nakazał w tej sprawie śledztwo, a raport z dochodzenia przekazany został Biuru Politycznemu. Pozostaje tylko zapoznanie opinii publicznej z tym raportem, co pomoże partii odzyskać zaufanie u ludzi i pokaże, że WPK zdolna jest odnowić się, pozbyć się korupcji i bezprawia we własnych szeregach i zyskać prawo do dalszego przewodzenia krajowi

Bui Tin, Paryż, 15 września 2004 r. 


 Bui Tin urodził się w 1927 r. w pobliżu Hanoi. W wieku osiemnastu lat dołączył do Ho Chi Minha i walczył zarówno przeciwko Francuzom jak i Amerykanom oraz Czerwonym Khmerom Pol Pota. W 1965 r. został komentatorem dziennika „Quan Doi Nhan Dan” („Armia Ludowa”) i organu teoretycznego partii „Tap Chi Cong San” („Dziennik Komunizmu”). Członkiem Wietnamskiej Partii Komunistycznej był przez 44 lata (od 1946 do 1990 r.), a w Ludowym Wojsku Wietnamskim służył 37 lat (od 1945 do 1982 r.). W wyniku porozumień paryskich z 1973 r. wziął udział w czterostronnej komisji wojskowej nadzorującej zawieszenie ognia i wycofanie oddziałów amerykańskich, a dwa lata później, w Sajgonie, przyjmował kapitulację ze strony rządu południowowietnamskiego.

   Po demobilizacji w 1982 r. Bui Tin został analitykiem obrony i spraw zagranicznych w gazecie „Nhan Dan”, organie partii komunistycznej, a w 1988 r. został mianowany redaktorem naczelnym tego dziennika. Tin zaczął żywić wątpliwości co do ustroju komunistycznego, gdy zobaczył jak rujnujące skutki ma on dla gospodarki. Podczas wizyty we Francji, we wrześniu 1990 r., postanowił pozostać za granicą, żeby podjąć pracę na rzecz odbudowy wolności i demokracji w Wietnamie. W latach paryskiej emigracji napisał szereg książek po wietnamsku oraz po angielsku i francusku. Uczestniczył w wielu konferencjach na temat wojny wietnamskiej, które odbywały się zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i innych krajach.

Bui Tin współpracuje z licznymi czasopismami.