Szanowni państwo,

Drodzy przyjaciele,

   Ogromnie się cieszę z możliwości uczestniczenia w tym wyjątkowym dla czasopisma Dan Chim Viet dniu. Pięć lat dla gazety politycznej, stawiającej czoło wszelkim trudnościom, wrogości i próbom zniszczenia, to długa droga, droga przez mękę. W tym dniu chciałabym złożyć słowa podziękowania dla Przyjaciół, którzy poświęcają czas i siły dla tego dzieła.

   Chciałabym, na postawie realiów w Rosji, podzielić się z Państwem kilkoma uwagami nad rolą wolnej prasy w tworzenia społeczności wietnamskiej zagranicą.

Rola prasy

   Latem zeszłego roku miałam okazje przeprowadzić wywiad i ankietę  z 26 Rosjanami w różnym wieku, od 19 do 71 lat, z różnymi poziomami wykształcenia, z różnymi zawodami, takimi jak: handlowiec, lekarz, inżynier, naukowiec, psycholog, oficer wojskowy, czy kucharz. Pytanie, które zadałam im brzmiało: co myślą słysząc słowa Wietnam? Wśród 26 tych osób, 12 kojarzyło z długimi wojnami dziejącymi się w tym kraju, myśleli o bohaterskim narodzie, który wygrał wojnę z Amerykanami, pomimo że ta wojna skończyła się 28 lat temu. Odwiedziłam archiwum prasy rosyjskiej i radzieckiej, przeglądałam artykuły o tematyce wietnamskiej we wszystkich tytułach centralnych w długim okresie, od 1975 do 2003 roku. Z tego przeglądu 28 lat, artykuły o wojnie wietnamskiej zajmowały pokaźną większość. W latach 1975,76,1977 artykuły o charakterze polityczno-wojskowym (wojskowości) w Wietnamie obracały się wokół wojny z USA. W latach 78,79,80 główną tematyką znowu jest o wojnie, tym razem przeciwko Chińczykom. Teksty o tematyce wojennej zawsze zajmowało od 35 do 60% sumy artykułów o Wietnamie, reszta to teksty mające charakter dyplomatyczny, sztywny, suchy, a o kulturze to zaledwie 1- 2 teksty na każdy rok.

    Dziennik „Sevodnya” z dnia 2 marca 2001 roku publikował wyniki sondaży opinii publicznej, według których 45 % Rosjan nie wie, gdzie leży Wietnam, 17% wie tylko, że to kraj azjatycki, natomiast 68 % wie, że to „zaprzyjaźniony  kraj bratni”. Jako symbol, lub coś charakterystycznego dla Wietnamu 41 % Rosjan wymieniło wojnę z Amerykanami, która skończyła przecież 26 lat wcześniej, tylko 8% wspominało o bazarach Wietnamczyków w Rosji współczesnej.

    Widać stąd bardzo wyraźnie to, że prasa odegra bardzo ważna rolę w kształceniu wiedzy (świadomości) Rosjan o Wietnamie w ogóle a w szczególności o Wietnamczykach w Rosji. Prasa tworzyła bardzo mocny ślad w umyśle czytelników, mocniejszy nawet od telewizji i doświadczeń w bezpośrednich kontaktach społecznych.

    Jednak w Rosji jest sprzeczność. Przed rokiem 1991, kiedy Rosja należała do układu komunistycznego, informacja była w maksymalnym stopniu cenzurowana, artykuły odzwierciedlały politykę i linię partii, w żadnym zaś razie nie realne życie, w skutek czego Rosjanom zostały w pamięci obrazy czysto o Wietnamczykach z trwającej latami wojny, o odważnych, bohaterskich żołnierzach, by pewnego dnia zderzyć się z społecznością wietnamską z całkiem odmienną kulturą, z konkretnymi potrzebami. Wśród tych potrzeb wypada wspomnieć konieczność wysyłania żywności i dóbr konsumpcyjnych do rodzin, do Wietnamu w latach 80-tych, co spowodował wielki szok wśród Rosjan,  zanik tolerancji i sympatii.

    Późniejsze lata, po roku 1991, kiedy w Rosji powstała wolna prasa, to sama społeczność wietnamska, kontrolowana rygorystycznie przez swoją ambasadę, nie odważyła się mówić o sobie samej i to też był okres, w którym w prasie rosyjskiej  pojawiły się artykuły najbardziej nieprzychylne Wietnamczykom. I własne te artykuły wzbudziły wrogość wobec Wietnamczyków i w końcu spowodowały, że społeczności wietnamskiej trudniej integrować się ze społeczeństwem rosyjskim.

    Aby ukazać Państwu mechanizmy, za pomocą których ambasada wietnamska w Moskwie kontroluje prasę wietnamską w Rosji, zaprezentuję kilka przykładów:

Sytuacja prasy Wietnamczyków w Rosji

    Przed 1991 rokiem, to jest przed uzyskaniem demokracji przez Rosję, były dwa podziemne czasopisma studentów wietnamskich uniwersytetu imienia Łomonosowa. Jednak obydwa czasopisma szybko zostały zdemaskowane przez milicjantów wietnamskich z ambasady, ich twórcy szybko zostali zidentyfikowani i brutalnie zmuszeni do zaprzestania działalności.

    Pierwsze oficjalnie gazety wietnamskojęzyczne wydawane przez osoby prywatne pojawiły się publicznie w roku 1993. Od tego czasu minęło 11 lat. Prasa wietnamska w Rosji to w latach tłustych 5-6 gazet codziennych i 1 lub 2 miesięczniki, w chudych latach to też co najmniej 2 gazety codzienne, ale jak dotąd żadna nie przekracza progu dwuszpaltowej gazetki, swego rodzaju ulotki bieżących wiadomości... To znaczy robi się gazety, aby pohandlować wiadomościami i krzyżówkami, ale brak jest redakcjom jakiegoś przesłania, celu, choćby chęci przedstawienia realiów życia, w których Wietnamczykom w Rosji przyszło żyć. Prasa wietnamska w Rosji nigdy nie zostały głosem reprezentującym społeczność, głosem dość silnym, aby bronić interesy społeczności, lub co najmniej wzbudzającym uwagę opinii publicznej. Ta prasa wcale jeszcze nie miała takiej intencji!

    Nie dlatego, że w Rosji nie ma ludzi zdolnych odpowiednio do redagowania profesjonalnej gazety i nie dlatego, że Wietnamczycy mieszkający w Rosji nie potrzebują poważnej gazety. Przyczyną są surowe kary ze strony milicjantów ambasady, a władza rosyjskie zachowują całkowitą obojętność wobec tych skandalicznych faktów. Być może działa tu specyficzny mechanizm poznawczy: Rosjanie dobrze wiedzą, że obywatele kraju komunistycznego są własnością, niejako trzodą swego państwa. Skoro zatem w Wietnamie nadal rządzi partia komunistyczna, to zdaniem władz rosyjskich, niebywałe postępowanie milicjantów na służbie ambasady wietnamskiej w Moskwie jest naturalne, niejako przynależne do naturalnego porządku, w który nie warto jest się wtrącać.

   Studenckie pismo „For You”, znienawidzone od początku za angielskojęzyczny, w Wietnamie kojarzący się z USA tytuł, zostało rozbite, bo wietnamskich przywódców tytułowano nie „towarzysz”, ale „pan”. Redakcja jeszcze nie zdążyła dać wyrazu swemu stosunkowi do komunizmu w Ojczyźnie, a już została rozbita.

    Czasopismo artystyczne „ Przyjaciel na całe życie” zostało ostro skrytykowane dlatego, że autorzy tekstów odważyli się opublikować krótkie opowiadanie, z życia wzięte, o lekarzu zarabiającym na życie jako rikszarz!

   Z równie nieistotnych powodów rozpędzono redakcje gazety „Viet” i czasopisma „Ben Que”. Ciut swojego, własnego stylu, trochę samodzielnej myśli powoduje natychmiastową reakcję.

   Nie wolno kolportować w Rosji „ Thong Luan” z Francji, „The ki 21” z USA i naszego jubilata: „Dan Chim Viet”. Ambasada stosuje wszelkie metody, począwszy od szeptania do ucha, skończywszy na używania sił porządkowych czy milicjantów rosyjskich do zatrzymania sprzedawców, gróźb wobec kupujących. Stale Wietnamczycy na obczyźnie mają poczucie, że ich rodziny w kraju są zakładnikami w łapach komunistów. Pracownicy ambasady nachodzą zwykłych ludzi po domach, przeprowadzają rewizje, szantażują. Nie można ich wyrzucić z własnego domu: zrobią skandal, a przecież gospodarze mieszkają nielegalnie, właściciele nie płacą przecież podatku od wynajmu. Natychmiast sąsiedzi zawiadomią milicję, a milicjanci pod groźbą aresztowania i deportacji wymuszą rujnującą łapówkę.

    W Rosji Wietnamczycy często zajmują się drobnym handlem, coraz częściej gastronomią. Są społecznością bezbronną, dosłownie grabioną przez rosyjskich milicjantów. Skala tego zjawiska jest zdumiewająca. Ale też milicjanci rosyjscy dla ambasady wietnamskiej zrobią dosłownie wszystko! A wszystko w Rosji, w tym wypadku, to więcej, niż można sobie wyobrazić w Polsce.

Siły wolnej prasy

   W styczniu 1999 roku doktorant akademii chemicznej w Moskwie, pan Ta Van Son, został przez milicjantów z posterunku nr 67 zatrzymany bezprawnie, a następnie pobity na śmierć. Osierocił żonę i dwoje małych dzieci. Jego żona, pani Hoang Thi Anh zwróciła się o pomoc do miejscowych prawników. Pracownicy ambasady szantażem „przekonali ją”  do wycofania wniosku o rozpoczęcie procesu  karnego, bo to narażał by „dobre, bliskie” stosunki z Rosją.  Prasa rosyjska całkowicie milczała, ten temat nie był dla niej interesujący. Kilka artykułów w prasie wietnamskiej, natychmiast wytłumionych przez ambasadę, miało ten skutek, że ugruntował w społeczności wietnamskiej poczucie bezradności. Rosyjscy dziennikarze wiedzieli w Wietnamczykach nielegalnych imigrantów (pan Ta Van Son przebywał w Moskwie legalnie),  ale nie chcieli wiedzieć, że Wietnamczycy są ofiarami bezprawnych praktyk milicji,  codziennie bez pokwitowania płacą mandaty czy grzywny,  są zatrzymani w aresztach, bici i zwalniani za łapówki.

    W październiku tego roku inny student wietnamski, Vu Anh Tuan, został pobity na śmierć przez bandytów w Saint Peterburg. Tym razem młodzi studenci z wielu krajów mieli dość odwagi, aby zademonstrować, zwracać uwagę mediów rosyjskich. Nie pozwolili, aby ta śmierć była zapomniana. Wszystkie gazety i kanały telewizyjne relacjonowały przebieg demonstracji i o zabójstwie. W efekcie uczelnia, władze miasta i ambasady musiały maksymalnie zainteresować się tą sprawą. Władze petersburskie zwiększyły środki na zapewnienie bezpieczeństwa studentów zagranicznych, w tym wietnamskich, a ponieważ studenci i tak nie mają pieniędzy na łapówki, to istotnie ta ochrona chroni studentów przed faszystowskimi bojówkami.

    Dwie niewinne śmierci dwóch obywateli wietnamskich, ale skutek  jest całkiem odmienny. Ta różnica wynika z zainteresowania mediów. Ta siła to opinia publiczna, której głos wyrażany w mediach ma szansę przebicia biurokratycznych barier, inercji i bierności.

 Lang Huong