Rozruchy w Sajgonie

 

    21. marca doszło do zamieszek w Sajgonie. Władze bezpieczeństwa podają następującą wersję wydarzeń: około 22.00 dwuosobowy patrol milicji zatrzymał motocykl, który miał przejechać na czerwonym świetle. Prowadzący motocykl mężczyzna zaprzeczył oskarżeniu, milicjanci zaczęli go bić. Starała się to sfotografować towarzysząca motocykliście kobieta. Jeden z milicjantów chciał odebrać jej aparat, na cozareagowali przechodnie. Doszło do zamieszek, które skończyły się spaleniem motocykla milicjantów i obrzuceniem kamieniami pobliskiego komisariatu. Spalono również zaparkowanego przed komisariatem milicyjnego jeepa.

    Zamieszki na ulicach Sajgonu trwały, według komunikatu komunistyczej agencji, do 3.00 nad ranem. Nie wiemy jeszcze o co naprawdę poszło, jak uczy doświadczenie, podawany oficjalnie scenariusz może nie mieć wiele wspólnego z prawdą. Nie wiemy także ile osób brało udział w zamieszkach, komuniści podają liczbę 400 osób.

    Jeżeli nawet prawdą jest, że zaczęło się od pospolitej awantury, fakt takiej reakcji przechodniów unaocznia stan rzeczy w wietnamskim społeczeństwie. Nieufność do władz i wszelkich jej struktur wkroczyła już w fazę gotowości do buntu.
Sytuacja w Wietnamie przypomina sytuację w garnku pełnym gotującej się wody. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć nigdy, jaki impuls spowoduje wybuch. Dlatego nie można powiedzieć z góry, że podawana oficjalnie przyczyna zamieszek jest niewiarygodna. To się okaże. Ważne jest to, że władze są zmuszone do ujawniania takich sytuacji, co nie było nigdy ich metodą działania.